Niespełnione cuda, niedotrzymane obietnice...
Czytasz wersję archiwalną wątku "Niespełnione cuda, niedotrzymane obietnice..." z forum www.chorzow.slask.pl/forum/
Jacek - 2007-12-26, 23:42
Było Prawo i bezprawie wg PiS a teraz, jak jest nowy rząd to krytyki jakoś na forum nie widać… Czyżby nie było czego krytykować? Jak mi się coś ciekawego trafi, to wsadzę, jako kij w mrowisko i zalążek do dyskusji.
Na początek sprawa taniego państwa. Premier Tusk zapowiadał, że będzie latał samolotami rejsowymi. Raz poleciał i gadały o tym wszystkie media. Teraz ludzie myślą, że on taki oszczędny. Tymczasem RMF ustaliło, że poza tym jednym lotem liniami rejsowymi premier lata normalnie, jak przystało na premiera 40 milionowego państwa samolotem rządowym. Tak więc była to jedna z jego niespełnionych obietnic, czyli tak zwane „wyborcze cygaństwo”. Ale to nie wszystko. RMF ustaliło, że z podróży zagranicznych premier nie wraca do Warszawy tylko samolotem rządowym każe się zawozić do Gdańska. Dziennikarz RMF pytał się o to rzecznika rządu, który odpowiedział, że to tańsze niż przesiadanie się w Warszawie na rejsowy samolot do Gdańska. RMF ustaliło, że bilet z Warszawy do Gdańska kosztuje około 700 zł. Tymczasem godzina lotu rządowego samoloty 36 tyś. Jeśli to jest tańsze rozwiązanie, to należy je zaliczyć do cudów nowego premiera.
seba-st - 2007-12-27, 11:01
Nawet gdyby Tusk zawsze latał rejsowymi, to te oszczędności i tak by były śmiesznie niskie. Raczej powinno chodzić o zaoszczędzenie miliardów na administracji i innych tego typu sprawach.
Rafał - 2007-12-27, 13:46
Za to minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski zrezygnował z rządowej ochrony oraz z rządowej limuzyny. To oczywiście tylko gest, ale PIS i takiego nie miał...
tier - 2007-12-27, 21:53
Było Prawo i bezprawie wg PiS a teraz, jak jest nowy rząd to krytyki jakoś na forum nie widać… Czyżby nie było czego krytykować? Jak mi się coś ciekawego trafi, to wsadzę, jako kij w mrowisko i zalążek do dyskusji.
Widzę że w opozycji czujesz sie jak ryba w wodzie - bo jak PiS był przy władzy, to nie bardzo kwapiłeś się do dyskusji...
prezes - 2007-12-28, 23:15
tak - ciecie kosztow w wykonaniu PIS - przyrost administracji o 2000 osob...
dalsze osiagniecia PIS - zniesienie konkursow na stanowiska pubiczne /nie wspomne wg jakiego klucza byly te stanowiska obsadzane/
roznica miedzy obecnym a poprzednim rzadem - nie łżą w zywe oczy...
Jacek - 2007-12-29, 17:05
Co do dyskusji w czasie rządów PiS rzeczywiście – podejmowałem ją dość rzadko, tylko w sprawach, które uważałem za najważniejsze lub też dla mnie najbliższe. Przyczyna była prosta – jeśli na tym forum większość użytkowników ma takie a nie inne poglądy polityczne, to by uczestniczyć w każdym temacie i odpisywać na każdy wpis musiałbym nic innego nie robić. Na to nie mam czasu, wolę pisać o miesicie i to nie koniecznie w odniesieniu polityczno – samorządowym. Poza tym, sporo tematów „rządowych” dotyczyło LPR i Samoobrony – jedyna sensowna dyskusja w tym temacie to pytanie, czy była możliwość stworzenia innej koalicji i kto ją zaprzepaścił, ale ta ocena będzie z braku pewnych informacji, czysto subiektywna (i w moim i w Waszym wykonaniu). Teraz PiS jest w opozycji, więc pozwólcie, że zajmę się życzliwą krytyką rządu. Generalnie krytyka jest potrzebna – rządzący powinni to robić cicho w gabinetach i na zamkniętych zebraniach a opozycja może robić to głośno.
Co do dalszych cudów i obietnic to wymienię te ostatnie:
- Uniewinnienie pani Jakubowskiej. Czy jest ktoś, kto wierzy, że ta pani nie maczała palców w bezprawnym zmienianiu zapisów przygotowywanej ustawy? Chyba tylko sędzia, który ją uniewinnił.
- Obcięcie w budżecie na 2008 rok środków na podwyżki i dodatkowe etaty w wymiarze sprawiedliwości.
- Odrzucenie poprawek budżetowych związanych z Euro 2012 w tym z budową „obwodnicy Chorzowa”.
A dziś na necie znalazłem to:
Gęsicka: KE przesłała nam olbrzymie kwoty
(PAP, tm/29.12.2007, godz. 08:39)
Komisja Europejska przyznała Polsce 720 mln euro na programy regionalne. Województwa czekają na pieniądze, które od prawie 2 miesięcy leżą na koncie NBP. Beneficjenci są zdezorientowani. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego blokuje też ponad 541 projektów indywidualnych na sumę ok. 42 mld euro, alarmuje "Nasz Dziennik".
Gazeta rozmawia na ten temat z Grażyną Gęsicką, posłanką PiS, byłą minister rozwoju regionalnego. Zapytana jak ocenia prace nad funduszami unijnymi na lata 2007-2013, odpowiada: - "Jest to coś, co można określić grzechem zaniechania lub odwlekania(...). Decyzje trzeba podejmować jak najszybciej, bo inaczej nie zrealizujemy planów wydatkowania środków przeznaczonych Polsce przez UE".
Zdaniem Gęsickiej "w ministerstwie są dwie sfery blokujące realizację programów. Pierwszą są kontrakty wojewódzkie, które nie są podpisane. (...) Zablokowanie kontraktów odbywa się pod hasłem wprowadzenia decentralizacji i ułatwień dla województw. Tymczasem interesem województw jest przede wszystkim uruchomienie projektów".
Nie podpisanie kontraktów jest groźne, bo - jak mówi Gęsicka "nie ma innego sposobu na przekazanie województwom pieniędzy przesłanych przez Komisję Europejską i pieniędzy pochodzących z budżetu państwa". A te pieniądze już są. - "Komisja Europejska przesłała nam olbrzymie kwoty zaliczkowo. Mamy ponad 720 mln euro na programy regionalne. Należałoby te pieniądze rozdzielić na województwa, ale od prawie 2 miesięcy leżą one na koncie w NBP. Gdyby podpisanie kontraktów nastąpiło dzisiaj, to i tak zanim dotacja zostanie uruchomiona, minie co najmniej miesiąc", twierdzi b. minister.
- "Na 2007 rok mieliśmy do wydania 8 mld euro ze środków unijnych oraz 2 mld euro z polskich środków - z czego prawie nic nie wydaliśmy. W następnym roku mamy do zagospodarowania ponad 8 mld euro, a w kolejnych jeszcze większe środki. Żeby to wydać, nie można tracić ani jednego dnia", apeluje Gęsicka.
Miały być większe środki dla samorządów – środki są i robią procenty – to pewnie „cudowny” sposób na podniesienie dochodów budżetu.
Miało być przepięknie a jest (nie)normalnie.
PS. I nie piszcie proszę (jeśli możecie) że za PiS było to czy tamto. Co do większości uwag i ocen na temat rządów PiS pewnie się nie zgodzimy. Ale przecież według deklaracji obecnego premiera miało (ma?) być inaczej niż za PiS.
prezes - 2007-12-29, 17:11
ja tylko tak na szybko do jednego...
w Polsce jest trojpodzial wladzy z tego co sie orientuje...
Jacek - 2007-12-29, 19:45
Masz rację… tyle, że jak PiS rządził to każda decyzja sędziego i prokuratora (zwłaszcza w sprawach dotyczących osób „publicznych”) była utożsamiana z Ziobro i PiS. No to jak, jest ten trójpodział władzy czy nie? Bo albo wtedy ktoś się mylił albo teraz? A może są pewni urzędnicy/sędziowie, którzy zawsze będą się starali przypodobać władzy?
MarcinM - 2007-12-29, 21:34
Masz rację… tyle, że jak PiS rządził to każda decyzja sędziego i prokuratora (zwłaszcza w sprawach dotyczących osób „publicznych”) była utożsamiana z Ziobro i PiS.
Nie bardzo...., zwłaszcza sędziowie Trybunału Konstytucyjnego mieli pod górkę. Może dlatego, że nie zdążyliście jeszcze, wtedy Trybunału "odzyskać"
Jacek - 2007-12-30, 05:50
MarcinM - 2007-12-30, 16:02
Pani Minister Gęsicka pisze o opóźnieniach, nie wydanych mld euro. Sama zapomina o swojej roli w tym wszystkim... Ja nie zarzucam braku kompetencji Pani Gęsickiej, ale przejście do opozycji nie powinno wyłaczać zdrowego rozsądku. Nie wszyscy muszą wiedzieć, że te opóźnienia są wynikiem skomplikowanych procedur często po stronie Brukseli i to, że jeszcze żadne Euro w Europie nie zostało wydane w ramach perspektywy finansowej 2007-2013.
Jacek - 2007-12-31, 09:24
Jacku patrzysz na świat oczami PIS-u. Nie będzie istotnych zmian w podziale środków. Regionalne Programy Operacyjne są już zatwierdzone. Nie ma więc szans, by Ślask otrzymał więcej środków. Przypomnę, że na jednego mieszkańca otrzymalismy najmniej euro w Pollsce i to za czasów Pani Gęsickiej. No, ale takie jest zbójeckie prawo zwycieżców rodem z Włoszczowej.
Co prawda lista kluczowych projektów podlega właśnie przeglądowi, ale dużych zmian bym się nie spodziewał. Może tylko szkoła ojca Dyrektora nie dostanie kasy na szukanie wody geotermalnej
Jeżeli nie będzie istotnych zmian, to po co blokować środki, skoro można je uruchomić w zasadzie od ręki? Albo zmiany będą i są przygotowywane, albo pieniądze są blokowane by pracowały dla budżetu centralnego, albo na miejscu pani Gęsickiej jest teraz jakiś niekompetentny urzędnik, który boi się podjąć decyzję. Inne powody nie przychodzą mi do głowy.
Co do tego, ile kto dostał, pamiętaj Marcinie, że sama Unia wymaga, by wspierać regiony najsłabiej rozwinięte. Taka jest idea Unii – by wyrównywać różnice. Dlatego Polska dostaje więcej pieniędzy niż większość pozostałych członków Unii. Jak Niemcy czy Francja się oburzały, że muszą płacić za dużo a my za dużo dostajemy to argument o wyrównywaniu szans był dobry ale przy podziale środków wewnątrz państwa jest niedobry? Taka mentalność Kalego Tak powinno być w wewnętrznym podziale środków – najwięcej tam, gdzie największe potrzeby. Oczywiście każdy region uważa, że jego potrzeby są największe i że dostał za mało. To normalne, tak jak to, że każdy uważa, że zarabia za mało. Co do Twojego przeliczenia na jednego mieszkańca, to pewnie mieszkańcy woj. warmińsko-mazurskiego powiedzą, że oni dostali najmniej na kilometr kwadratowy powierzchni a „bogaty” Śląsk najwięcej, zaś mieszkańcy Podkarpacia stworzą sobie dziwny przelicznik uwzględniający długość sieci dróg podzieloną przez powierzchnię i pomnożoną przez mieszkańców i wtedy wyjdzie, że oni są najbardziej pokrzywdzeni. Więc nie używaj w merytorycznej dyskusji argumentów, których używaliście w kampanii, już wygraliście, nie trzeba dalej ściemniać
Co do sprawy geotermy w RM – nie jestem ani słuchaczem ani miłośnikiem tego radia czy jego redaktorów, więc podchodzę do tego „na chłodno” w odróżnieniu od wielu zagorzałych miłośników i przeciwników RM. Jeżeli w dokumentacji był wałek, to oczywiście kasa się nie należy, tak jak w przypadku każdego innego wnioskodawcy. Jeżeli były uchybienia, to powinno się wezwać do ich usunięcia, tak jak każdego innego beneficjęta, któremu na pewnym etapie coś w dokumentacji „wyłapano” natomiast jeżeli uruchomiono cały aparat, by znaleźć dziurę w całym (haka?) i odebrać przyznane środki to jest to grubo nie w porządku. Inwestowanie w odnawialne źródła energii jest ważne a to, że akurat wpadł na ten pomysł ojciec Rydzyk, to nie ma nic do rzeczy. Nie personalia powinny decydować tylko merytoryka. Jeżeli więc nie dostanie pieniędzy z przyczyn merytorycznych to OK., ale jeśli teraz projekty są przeglądane pod kątem, gdzie uwalić naszych przeciwników, to jest to zwykłe świństwo.
MarcinM - 2007-12-31, 10:02
Jeżeli nie będzie istotnych zmian, to po co blokować środki, skoro można je uruchomić w zasadzie od ręki?
Ależ Jacku konkursy już ruszyły. Zarówno Miasto Chorzów jak i nawet ty sam , jeśli widzisz gdzieś swoją szansę mogą składać wnioski.
egon - 2007-12-31, 13:31
"Super Express": Szefowa Kancelarii Prezydenta Anna Fotyga nie ma za grosz wstydu! Na urlop do Krynicy wybrała się wraz z mężem luksusowym samochodem Biura Ochrony Rządu. Terenowym BMW była minister spraw zagranicznych i jej małżonek wozili się na narty i do knajpy.
Fotyga w Krynicy spędziła z mężem kilka dni. Rządowy samochód z dwoma BOR-owikami był na każde wezwanie. Z formalnego punktu widzenia niby wszystko jest w porządku. Ochrona przysługuje szefowej Kancelarii Prezydenta. Ale, jak przyznają "Super Expressowi" w anonimowej rozmowie funkcjonariusze BOR, taka ochrona powinna być realizowana w ramach wykonywania służbowych obowiązków przez minister Fotygę. A w Krynicy była na urlopie. - Chodzi o podejście. Ministrowie obecnego rządu dobrowolnie rezygnują z ochrony - mówi oficer BOR.
Niby wszystko w porządku?
Megi - 2007-12-31, 15:15
A tak sie cieszyłam, że po przegranych wyborach p. Fotyga zniknie ze sceny politycznej
Ona nie ma wstydu, wiedzy, obycia .... jedyne, co ona ma to ... sie stracić!
Może być nawet dosłownie
Jacek - 2007-12-31, 22:27
Egon, nie mieszaj wątków. Tu „wrzucamy” na obecny rząd to jest PO i PSL, poprzedni rząd ma swój osobny wątek. A co do obecnych ministrów i ich rezygnacji, to wolałbym, by korzystali z ochrony BOR w normalny sposób. Przy dzisiejszych realiach (terroryzm, wariaci, fanatycy itp.) łatwo może się zdarzyć, że któryś z polityków stanie się obiektem ataku. Taki atak odbije się szerokim echem na świecie i nie tylko ośmieszy nasz kraj, ale nadwyręży zaufanie np. inwestorów – bo co myśleć o kraju, gdzie np. strzela się do polityków? Tak więc może się okazać że ta przesadna oszczędność (moim zdaniem trochę na pokaz) przyniesie więcej strat niż zysków. Oczywiście, wszystko powinno odbywać się w ramach procedur przewidzianych prawem. Są przepisy, które mówią komu, w jakich okolicznościach i jaka ochrona się należy. Np. z tego co wiem, byli prezydenci mają dożywotnią ochronę a np. byli premierzy tylko przez pewien okres. Moim zdaniem, jeśli ktoś uważa, że powinno się coś zmienić to muszą to być zmiany przemyślane i systemowe a nie na zasadzie, że ten czy ów urzędnik powie a ja wiem lepiej, mnie wszyscy kochają i nikogo się lękam.
egon - 2008-01-01, 10:41
O.K.
ja myslałem ,że dotyczy to aktualnej sytuacji ,dlatego tu wkleiłem Ale jeszce odnosząc sie do niedalekiej przeszłości , czy nie drażniły Cię tabuny ochroniarzy skutecznie zasłaniajace poprzedniego premiera? A świta Giertycha czy Leppera ?
Chyba nie było to adekwatne do zagrożenia - przecież Polska to nie Pakistan!
Z drugiej strony wydaje mi się ,że ze strony obecnej władzy jest to działanie wiecej na pokaz. Nie wierzę ,że rodzina Tuska nie ma skutecznej ochrony jak to się nagłaśnia w publikatorach, byłoby to nierozważne. Może po prostu metody są mniej medialne.
Jacek - 2008-01-01, 12:10
Nie bardzo zwracałem na to uwagę, ale raz aż mnie podniosło i nie tylko mnie ale wielu cisowców, gdy na jakiejś uroczystości państwowej (3 Maja?) obok prezydenta biegali faceci z czarnymi teczkami. I to nawet wtedy, gdy był przegląd jednostki reprezentacyjnej. Szedł prezydent z jakimś wojskowym (pewnie generałem) a obok nich facet z czarną teczką. To było przegięcie (moim zdaniem), choć do dziś nie wiadomo, co w tych teczkach było ;-)
tier - 2008-01-01, 14:39
To było przegięcie (moim zdaniem), choć do dziś nie wiadomo, co w tych teczkach było ;-)
Z pewnością nie była to teczka z atomowym guzikiem...
luidor0 - 2008-01-01, 14:48
Z pewnością nie była to teczka z atomowym guzikiem...
Była to teczka z hakami i gwoździami Ziobry
MarcinM - 2008-01-01, 18:21
Tu „wrzucamy” na obecny rząd to jest PO i PSL, poprzedni rząd ma swój osobny wątek.
OK, ale nie detronizujmy obecnego prezydenta i jego kancelarii. Jako żywo pasują tutaj
plosiu - 2008-01-02, 00:43
tabuny ochroniarzy skutecznie zasłaniajace poprzedniego premiera
Nie było specjalnie trudno go zasłonić
Jacek - 2008-01-02, 01:01
No nie wiem, jest niewiele niższy od Tuska, nie mówiąc już o Kwaśniewskim. Co innego, gdyby go porównywać do Gierka. A wtedy jeszcze nie mieli tych neseserów ;-)
MarcinM - 2008-01-02, 15:54
Ministerstwo płaci za studia u Rydzyka
1,2 miliona złotych - taka kwota z budżetu trafi do uczelni ojca Tadeusza Rydzyka. Do studiów podyplomowych w szkole szefa Radia Maryja dopłaca podległy Ministerstwu Środowiska Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Za tę kwotę studenci nauczą się między innymi rozpoznawać gatunki ptaków i gleb.
Umowę o wspieraniu toruńskiej uczelni podpisano 19 listopada 2007 roku, a więc już po wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach. Współpracę ze szkołą ojca Rydzyka pochwalał i wspierał poprzedni minister środowiska Jan Szyszko.
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przekaże uczelni 1,2 miliona złotych. Za tę kwotę studenci nauczą się między innymi rozpoznawać gatunki ptaków i rodzaje gleb. Czekają ich również wyjazdy naukowe na tereny chronione przez unijny program Natura 2000.
Zajęcia w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej ruszają już w marcu. O naborze na studia decyduje kolejność zgłoszeń. Przyszli studenci muszą wykazać się między innymi dobrą opinią od swego proboszcza.
www.dziennik.pl
luidor0 - 2008-01-02, 16:30
Za tę kwotę studenci nauczą się między innymi rozpoznawać gatunki ptaków
Jakich ptaków?
Ewa - 2008-01-02, 16:59
Jakich ptaków?
pewnie tego ze świątecznego Shreka, którym tak oburzeni byli posłowie PIS-u
"Mamę w łóżku zdybał, a że ładna taka, nie czekając dłużej, pokazał jej ptaka"
a tu oryginał --> http://www.youtube.com/watch?v=QK3v_iBK0Sc
Jacek - 2008-01-02, 20:12
Co do nakładów na uczelnie, to mam coś z innej beczki. Pan premier Tusk obiecywał wzrost nakładów na naukę. Było to zresztą zapisane w projekcie budżetu autorstwa PiS. Po cięciach nakłady na naukę w cudowny sposób „wzrosły” z ponad 0,9 PKB do bodajże 0,82 PKB. Teraz, to rzeczywiście potrzeba cudu, by nasza nauka doczekała do końca tego rządu albo do chwili, gdy ktoś w nim zrozumie, że pieniądze zainwestowane w rozwój nauki to inwestycja a nie wydatek.
MarcinM - 2008-01-03, 12:34
Czy te 0,08% nie poszło może do szkoły Ojca Rydzyka ? Bo nauką tego rzeczywiscie nie można nazwać
Jacek - 2008-01-03, 13:19
Marcinie, nie bądź demagogiem. Wiem, że na wielu osób hasło „ojciec dyrektor” działa jak płachta na byka i przestają logicznie myśleć i analizować fakty, ale Ty przecież dobrze wiesz, że 0,08 PKB to nie są pieniądze o jakich jest mowa nawet w przypadku wszystkich inwestycji ojca dyrektora (łącznie z tą geotermią, której ma nie być). Poza tym środki dla ojca Rydzyka, o których mówiły ostatnio media, miały/mają pochodzić z innych pozycji (geotermia ze środków unijnych, nowy kierunek studiów z Funduszu Ochrony Środowiska) a ja piszę o zmniejszeniu nakładów na naukę (w kampanii obiecywano dokładnie coś innego). Obecnie badania naukowe są coraz droższe – nowoczesny sprzęt kosztuje (np. w 2005 roku składaliśmy do KBN wniosek o zakup nowoczesnego mikroskopu skaningowego koszt około 4 miliony zł.). Większość tego sprzętu wymaga nakładów na utrzymanie np. odczynniki, elementy jednorazowe, serwis, konserwacja. Nie mówią już o płacach dla naukowców – nasi fachowcy są doceniani – tyle, że poza granicami Polski. Większość młodych naukowców bez trudu może się zaczepić w Europie Zachodniej czy w Stanach. Tyle, że ich osiągnięcia pracują wtedy dla tych państw a nie dla naszego. Dlatego PiS zwiększał nakłady na naukę i dziwić tylko może fakt, że PO działa dokładnie odwrotnie. PO miało duże poparcie w środowiskach akademickich PiS raczej niewielkie, PiS zwiększał nakłady na naukę PO obniża. Jeżeli poparcie dla PO w środowiskach naukowych nie spadnie, to będzie to kolejny cud w wykonaniu PO.
PS. Gdybym był demagogiem, to napisałbym, że pieniądze zabrane z nauki pójdą na podwyższenie emerytury dla byłych prezydentów, co ostatnio zapowiadają działacze PO. Ale demagogiem nie jestem, więc tak nie powiem (nie napiszę) bo to zupełnie inna skala wydatków. Choć sam pomysł, by dołożyć byłym prezydentom, którzy mają kilkunastotysięczne emerytury (także generalskie) i do tego zgarniają sporo kasy za wykłady i prelekcje jest moim zdaniem co najmniej chybiony by nie powiedzieć niedorzeczny.
MarcinM - 2008-01-03, 15:49
Marcinie, nie bądź demagogiem
Nie jestem. Podchodzę do naszej dyskusji z lekkim politycznym zmróżeniem oka. Nie jest tu na forum, ani też nie powinna być najważniejsza. Byłoby dobrze, gdybyś pokazywał np. potencjalny wpływ decyzji politycznych na Chorzów. Taka dobra Rada.
Niestety Prezydent Kaczyński dostarcza wiele tematów na ten wątek i jeszcze będzie kilka sierot po PIS jak ta umowa z Ojcem Rydzykiem. Ojciec Dyrektor cieszy się zasłużoną sławą na internetowych forach i pokazuje cały mechanizm obłudy polityki Kaczyńskiego (trawestując p. Niesiołowskiego). Umowy zawierane często na kolanie by przekazać publiczne pieniądze na wątpliwe cele, Jednak ty tym postem nie chcesz się zająć ?
Niewątpliwie spadek nakładów na naukę nie jest czymś pozytywnym. Nie zapominaj jednak, że śląskie uczelnie np Politechnika mogą ubiegać się o srodki nie tylko z KBN-u, ale też z PO Innowacyjna Gospodarka. Biorąć pod uwagę środki unijne na łączne nakłady na naukę mogą wzrosnąć. !
Przy czym środki unijne nie przychodzą łatwo, trzeba się o nie postarać, mieć dobry pomysł na badania i dobrze go postawić. Przeciętniacy i słabeusze ich nie dostaną. Do ciebie więc należy inicjatywa jak sięgnąć po wielomiliardowe pieniądze na naukę. Powodzenia
Ciesze się, że się zaktywizowałeś na forum, choć gdy był poprzedni rząd to wogóle nie brałeś udziału w dyskusji. Z pewnością było inaczej. Pieniądze na naukę szły, służba zdrowia leczyła wszystkich i wszystko, a ludziom żyło się dostatnio. Tylko na tym forum gromada kłamczuchów robiła swoją kręcią robotę...
prezes - 2008-01-03, 16:32
btw. czy wogole KBN jeszcze istnieje?? teraz badania sa jakos inaczej finansowane...
Jacek - 2008-01-03, 19:42
Komitet Badań Naukowych jako instytucja już nie działa – środki na badania naukowe są rozdzielane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jednak wiele osób ze środowiska naukowego nadal używa określenia „granty kabeenowskie” by odróżnić te środki od środków unijnych itp. Poza tym procedura ubiegania się o środki jest bardzo podobna jak w KBN, zaś wiele osób, które w chwili obecnej decydują o przyznaniu środków (między innymi recenzują wnioski) to osoby wywodzące się z KBN. To tyle na ten temat, na przyszłość postaram się być bardziej precyzyjny i nie używać „skrótów myślowych”.
MarcinM - 2008-01-04, 00:12
W minionych 2 latach zanotowano: wzrost poziomu optymizmu w społeczeństwie, wzrost oszczędności, spadek bezrobocia. Nie mówię, że żyło się dostatnio, ale trochę się poprawiło. Jeśli napiszesz, że to nie zasługa rządu tylko ogólnoświatowych trendów gospodarczych, to liczę, że jeśli za rok czy dwa zacznie się w gospodarce dziać gorzej, napiszesz, że to trendy ogólnoświatowe a nie wina szkodników z PiS
Jak już mówisz o ekonomicznych trendach to nie mogę nie zabrać głosu. Jako przedstawiciel nauk technicznych możesz nie wiedzieć, że cykl ekonomiczny w gospodarce trwa kilka lat. Zmiany dokonywane w polityce gospodarczej przez dany rząd - w tym przypadku PIS - odczuwa się więc z pewnym - niektórzy ekonomiści mówią - 2-3 letnim opóźnieniem. W tej chwili odczuwamy więc pozytywne skutki wejścia do Unii w 2004 roku. Były to raczej rządu SLD...
Pochwalić należy PIS, że przynajmniej w sferze gospodarki nic nie zepsuł. Ani też nie poprawił....
W raporcie Banku Światowego Doing business 2008 Polska jeśli chodzi o warunki do prowadzenia biznesu zajmuje 74 miejsce, co wśród krajów UE daje nam przedostatnie miejsce. A przed nami są takie potęgi jak Gruzja czy Arabia Saudyjska..
Cóż zaniechania są też błędem...
Korba - 2008-01-04, 08:45
. Duża firma z przemysłu hutniczego powiedziała,że nie jest w stanie wykorzystac pieniędzy unijnych na wsparcie współpracy sektora przedsiębiorstw z sektorem nauki, ponieważ polscy naukowcy są "zacofani" w stosunku do potrzeb firmy.
Taaa, bo oczekiwania firm są zazwyczaj takie, że chcą dostać jakieś innowacyjne rozwiązanie z friko, tj. bez wkładu własnego (który niestety jest prawie zawsze konieczny, niezależnie od źródeł pozyskiwania grantu). Ciekawe jest to, że w przypadku korzystania z dofinansowania na zakup maszyn, linii technologicznych czy rozbudowę firmy zazwyczaj nie mają obiekcji przy wydawaniu pieniędzy. Szczególnie często taka postawa dotyczy tzw. małych i średnich przedsiębiorstw (dla których przewidziano również środki na dofinansowanie działań badawczo-rozwojowych). Oczywiście nie ma co generalizować, ale nie popełniając wielkiego przestępstwa postawę wielu rodzimych biznesmenów można skwitować stwierdzeniem: "Innowacyjność? A co to za franca? I dlaczego taka droga?"
A żeby nie było offtopiku, to dodam, że to wszystko wina PISu a nawet PO
Ewa - 2008-01-04, 16:55
Było Prawo i bezprawie wg PiS a teraz, jak jest nowy rząd to krytyki jakoś na forum nie widać… Czyżby nie było czego krytykować? Jak mi się coś ciekawego trafi, to wsadzę, jako kij w mrowisko i zalążek do dyskusji.
Na początek sprawa taniego państwa. Premier Tusk zapowiadał, że będzie latał samolotami rejsowymi. Raz poleciał i gadały o tym wszystkie media. Teraz ludzie myślą, że on taki oszczędny. Tymczasem RMF ustaliło, że poza tym jednym lotem liniami rejsowymi premier lata normalnie, jak przystało na premiera 40 milionowego państwa samolotem rządowym. Tak więc była to jedna z jego niespełnionych obietnic, czyli tak zwane „wyborcze cygaństwo”.
za dziennikiem.pl :
Nie Tusk, a prezydent lata rządowym samolotem do Gdańska
Kancelaria premiera: Donald Tusk tylko raz leciał rządowym samolotem do domu w Trójmieście
16 razy od wyborów rządowy samolot Tu-154 latał na trasie Warszawa-Gdańsk i Gdańsk-Warszawa. Tylko raz na jego pokładzie był Donald Tusk - w ten sposób Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera, starał się rozwiać wątpliwości wokół podróży Tuska do domu w Gdańsku. Więcej informacji było w planie lotów, którzy dostali dziennikarze. Wynika z niego, że pasażerem w przypadku pozostałych 15 lotów był prezydent Lech Kaczyński.
Zamieszanie wywołały wczorajsze słowa sekretarza klubu PiS Joachima Brudzińskiego, który w "Kropce nad i" stwierdził, że "z tego, co słyszał, to premier rządowym samolotem lata do Gdańska na weekendy". Dodał, że to skandal, skoro tuż po wyborach szef rządu obiecywał oszczędności i deklarował, że będzie korzystał z samolotów rejsowych.
Dziś odpowiedziała kancelaria premiera. Jej szef Tomasz Arabski odczytał krótkie oświadczenie, z którego wynika, że od wyborów rządowy Tu-154 16 razy latał na trasie Warszawa-Gdańsk i Gdańsk-Warszawa. Podkreślił, że tylko raz pasażerem był premier. I koniec - dziennikarze, którzy wysłuchali tych słów, nie mogli zadać żadnego pytania.
Dostali jednak do rąk spis lotów. Wynika z niego, że Tusk rzeczywiście tylko raz leciał na tej trasie. Pozostałe loty odbywały się życzenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. "Premier Donald Tusk na trasie Warszawa-Gdańsk-Warszawa korzystał z samolotów rejsowych lub samochodu" - napisano w komunikacie Centrum Informacyjnego Rządu.
Natychmiast zareagowali politycy PiS. Stwierdzili, że nie ma problemu z podróżami prezydenta do Gdańska, bo Lech Kaczyński przecież nigdy nie obiecywał, że będzie korzystał z samolotów rejsowych.
Wszystko to jednak nie oznacza, że Donald Tusk faktycznie nie używa rządowego samolotu, by latać do rodzinnego Trójmiasta. Jak donosił kilka tygodni temu RMF, szef rządu jest dowożony rządowym Tu-154 do Gdańska, tyle że nie z Warszawy, a w drodze powrotnej z różnych zagranicznych wizyt.
Minister z kancelarii premiera, Sławomir Nowak, przekonywał wtedy, że bezpośredni powrót zza granicy do Gdańska jest tańszy niż lądowanie w Warszawie i kolejna podróż ze stolicy do Gdańska. Radiowcy sprawdzili: godzina lotu Tu-154 to wydatek rzędu 36 tysięcy złotych, bilet na samolot rejsowy z Warszawy do Gdańska dla jednej osoby kosztuje maksymalnie 400 złotych.
*******************************
mój komentarz do wytłuszczonego tekstu:
tier - 2008-01-04, 22:04
Jacek - 2008-01-09, 19:28
Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Barbara Kudrycka (PO) „wycięła” całą listę projektów kluczowych. Między innymi środki na Inkubator Nowoczesnych Technologii na rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu (uczelnia ojca Rydzyka) ale nie to jest dla nas istotne. Wyleciało wszystko, zostały tylko 2 projekty z Warszawy i Gdańska. Rzecznik ministerstwa twierdzi, że nie zostały usunięte, bo były zgłoszone do Brukseli i ich wycięcie przekraczało możliwości pani minister. Ale była minister infrastruktury stwierdziła, że można je było usunąć. Ciekawe, czy fakt, że zostały projekty ze stolicy i z Gdańska, z którego pochodzi pani minister i pan premier, to tylko zbieg okoliczności? Niestety, wyleciał też Kampus Uniwersytetu Śląskiego, który miał powstać w Chorzowie (teren byłej jednostki wojskowej). Od strony formalno prawnej pewnie wszystko jest OK, ale nie macie wrażenie, jakby prawo działało wstecz? Uczelnie dostały informacje o wpisaniu ich inwestycji jako projekty kluczowe. Mając (w zasadzie) 100% pewności uzyskania środków zaczęły angażować własne a teraz dowiadują się, że mogą startować w konkursach i może się załapią. Dodatkowo inwestycje z list projektów kluczowych miały być „lepiej” finansowane np. miał być pokryty koszt wykonania dokumentacji i projektu technicznego. W przypadku startowania w konkursie trzeba za własne wykonać projekt (często setki tysięcy a nawet miliony zł.) a potem albo się wygra w konkursie albo nie. Idzie ku nowemu – przejawem tego było zdymisjonowanie wszystkich wiceministrów z PiS w Ministerstwie Nauki – zwykle jest to proces długotrwały i stopniowy a czasami wiceministrowie zostają na swych stanowiskach, by prowadzić dalej swe projekty. Tymczasem pani minister zrobiła to w zasadzie z dnia na dzień. Czy nie możne było zrobić odwrotnie, to znaczy przeanalizować listę, skreślić 2 – 3 projekty budzące kontrowersje czy mające braki formalne a pozostałe zostawić? To mi przypomina lewicę, która po dojściu do władzy po AWS rozpierniczyła kasy chorych zamiast je udoskonalić i odwołała nową maturę, bo przygotował ją poprzedni rząd. Podobno taki sam los (to znaczy wykreślenie wszystkich projektów) ma spotkać projekty kluczowe w infrastrukturze. Chyba nie tak obiecywano w kampanii.
aras - 2008-01-11, 22:23
Ja może nie na temat ale nie wiedziałem do końca gdzie to umieścić . Obejrzyjcie sobie te dwa filmiki trwają ponad 2 h ale szybko wciągają . Możecie je obejrzeć na youtube : http://pl.youtube.com/wat...feature=related oraz
http://pl.youtube.com/watch?v=hHUTrVxlSds . Są podzielone na kilkanaście części . Może to zmieni wasze zdanie na temat polityki i przywódców
tier - 2008-01-12, 17:57
Tia... właściwie brak mi było w tych filmikach tylko ufoludków...
Jacek - 2008-01-18, 11:20
Znalazłem dziś na wp:
"Poseł, który "opuszcza" Sejm powinien dostawać pensje? 00:20 18.01.2008
piątek
Koniec kadencji, wybory, porażka - dawny poseł ląduje poza parlamentem. Zdaniem obecnych wybrańców narodu taki ktoś powinien dostawać regularną pensję - czytamy w "Metrze".
Posłowie zaczną prace nad programem finansowej pomocy dla byłych parlamentarzystów. Ich zdaniem większość z nich chciałaby pracować dalej dla społeczeństwa, poza parlamentem, ale często nie mają za co żyć. O kogo chodzi? Konkretne nazwiska nie padają, wiadomo natomiast, że do Sejmu co miesiąc wpływa kilkanaście podań z prośbą o wsparcie.
Szef komisji regulaminowej i spraw poselskich Jerzy Budnik (PO) przekonuje: Wiele osób, które zajęły się polityką, nie mogło potem wrócić do normalnego życia zawodowego. A dziś muszą prosić kancelarię Sejmu o zapomogę.
Jak pomóc byłym parlamentarzystom? Dziennik wymienia kilka rozwiązań. W przyszłości wszyscy ci, którzy nie będą mieli szczęścia w wyborach, dostawaliby pensję. Witold Gintowt- Dziewałtowski (LiD) szacuje, że wystarczy średnie krajowe wynagrodzenie brutto (dziś to ok. 3 tys. zł). Posłowie mają wątpliwości, czy pieniądze powinni dostawać w przyszłości tylko ci, którzy nie będą mogli znaleźć pracy, czy wszyscy "byli". Nie wiadomo też jak długo - przez rok, dwa? Zgoda jest natomiast co do wysokości emerytur - byli parlamentarzyści mieliby zagwarantowany dodatek.
Ale moim zdaniem pensje i ekstra emerytury powinni dostać tylko ci, którzy pełnili funkcję co najmniej dwie kadencje - zastrzega Gintowt-Dziewałtowski. Z kolei Jan Rzymełka (PO) proponuje, aby obejmowały one także m.in. radnych, prezydentów miast czy burmistrzów.
Nowe uprawnienia nie obejmą posłów poprzednich kadencji, ale tych przyszłych "byłych". Na pieniądze mogą liczyć ci z tzw. sejmu kontraktowego. Jak tłumaczą posłowie z komisji, ówcześni parlamentarzyści dostawali niskie diety i to bez uposażeń. Wielu z nich ma kiepską sytuację finansową. Myślimy o jakiejś choćby symbolicznej gratyfikacji dla nich - mówi poseł Rzymełka. Pomysł wzbudził dyskusję, bo - przypomina gazeta - 18 lat temu w Sejmie tylko 161 osób było z opozycji - reszta z PZPR.
Skąd wziąć pieniądze? Podobno nie z budżetu. Wzorem innych europejskich państw, np. Szwecji, w naszym Sejmie ma powstać specjalny fundusz. Do niego co miesiąc każdy z parlamentarzystów odkładałby złotówki ze swojego uposażenia.
Posłowie, którzy pracują nad projektem, przyznają, że reakcja wyborców na pensje dla byłych parlamentarzystów może być niekorzystna, dlatego - jak podaje "Metro" - chcą to załatwić jak najszybciej."
Tak sobie myślę, z jednej strony populistycznie obcina się nakłady na biura poselskie, co może doprowadzić do ograniczenia dostępności tych biur/posłów dla obywateli a w zamian szykuje się emerytury. Czyżby posłowie PO obawiali się, że po kolejnych wyborach nie będzie ich w Sejmie?
Jacek - 2008-01-24, 01:20
Znalezione na WP
Dlaczego nie ma nas w Davos?
(PAP, dd/23.01.2008, godz. 21:24)
Skoro w ubiegłym roku krytykowano ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego za to, że nie pojechał do Davos, sądziliśmy, że to szef rządu, a nie prezydent powinien tam jeździć - powiedział w TV Biznes minister w Kancelarii Prezydenta Michał Kamiński.
Odniósł się w ten sposób do pytania dlaczego prezydent Lech Kaczyński nie pojechał na Światowe Forum Ekonomiczne, które rozpoczęło się dziś w kurorcie Davos w szwajcarskich Alpach.
"Myśleliśmy, że po tym, co działo się w zeszłym roku, w Davos będzie premier. Prezydent chciał uniknąć sytuacji, w której ktoś by go posądził o próbę - że użyję kolokwialnego sformułowania - "wysiudania" premiera" - powiedział Kamiński.
Jak dodał, dokładnie pamięta "tę dziką awanturę, którą rok temu rozpętała PO".
"Biorąc po uwagę to, że cały czas staramy się traktować deklaracje PO - także z okresu kiedy była w opozycji - wiarygodnie, myśleliśmy, że skoro tak krytykowano Jarosława Kaczyńskiego za to, że nie jedzie do Davos - i wtedy mówiło, że to jest straszna tragedia - że właśnie nie prezydent, a premier powinien jeździć na Davos, bo to premier ma realną władze wykonawczą w Polsce" - powiedział Kamiński.
Jak dodał, to jest "kolejny przykład jak bardzo to o czym mówiła PO kiedy była opozycją, a zwłaszcza, kiedy prowadziła kampanię wyborczą, dramatycznie i drastycznie rozmija się z rzeczywistością rządzenia".
Z kolei środowe "Fakty" TVN poinformowały, że z Kancelarii Prezydenta uzyskały informację, iż "imienne zaproszenie na tegoroczne Światowe Forum Ekonomiczne w Davos otrzymał Prezes Rady Ministrów Donald Tusk" oraz przypomnienie, że prezydent przebywa obecnie z wizytą w Chorwacji.
W Davos co roku spotkają się przedstawiciele świata biznesu, politycy oraz intelektualiści, aby dyskutować o problemach światowej gospodarki.
W tym roku - podobnie, jak w 2007 - nie ma w Davos ani polskiego prezydenta, ani premiera. Donald Tusk tłumaczył na wtorkowej konferencji prasowej, że jego nieobecność w Davos wiąże się z napiętym terminarzem.
Jacek - 2008-01-25, 20:34
Znalezione na WP. Widać achowcy nie są potrzebni
Pracował pod Ziobrą, trafił do "kompanii karnej"
Wprost - dodane 39 minut temu
Od prowadzenia śledztw zostanie odsunięty prokurator Marek Woźniak, jeden z najbardziej doświadczonych śledczych, który rozbijał m.in. mafię mokotowską - dowiedział się "Wprost". Jak ustalił "Wprost", trafi do wydziału sądowego, zwanego ostatnio "kompanią karną", ponieważ do takich wydziałów kierowane są najczęściej osoby, które za kadencji ministra Zbigniewa Ziobro pełniły funkcje kierownicze.
Woźniak doprowadził do osądzenia czołowych postaci gangu mokotowskiego i skazania zwyrodnialców z gangu "Ala Capone" - najgroźniejszej bandy z południowej Polski. Na jego koncie jest kilkanaście prawomocnych wyroków dożywocia. Przyczynił się też do utworzenia w Polsce delegatury największej amerykańskiej agencji antynarkotykowej DEA.
REKLAMA Czytaj dalej
Prokurator Woźniak został już przed tygodniem odwołany ze stanowiska szefa krakowskiego wydziału Biura Przestępczości Zorganizowanej. Wróci do pracy w prokuraturze apelacyjnej.
Sam Woźniak nie chciał rozmawiać z "Wprost". Komentarza odmówiła też prok. Ewa Piotrowska, rzecznik prasowy prokuratora generalnego. Gdy dzień wcześniej tygodnik pytał czy któregokolwiek z prokuratorów elitarnego Biura Przestępczości Zorganizowanej odwołano z funkcji i odsunięto od prowadzenia śledztw, usłyszeliśmy, że to mało prawdopodobne, bo w takich jednostkach potrzebna jest każda para rąk i doświadczeni ludzie.
Jacek - 2008-01-26, 22:58
Znalezione na WP.
To chyba ta firma, którą założyło 2 rosyjskich muzyków i kontroluje import paliw z Rosji (jest pośrednikiem, czyli podnosi cenę paliwa w dystrybutorze).
Pawlak uchylił niemal półmiliardową karę dla J&S Energy
(rp.pl, pb/26.01.2008, godz. 15:07)
Spółka paliwowa J&S Energy nie będzie musiała płacić prawie 0,5 miliarda złotych kary. Powód? Wicepremier Waldemar Pawlak uchylił decyzję, bo nakładając karę popełniono błędy formalne - podaje "Rzeczpospolita" na swoich stronach internetowych.
461,7 mln zł – była to pierwsza tak wysoka kara w historii Polski. W październiku 2007 r. na spółkę J&S Energy nałożył ją Józef Aleszczyk, prezes Agencji Rezerw Materiałowych, ustawowo zobowiązanej do sprawowania kontroli nad zapasami paliw. Firma J&S odwołała się od decyzji. Ponad miesiąc temu wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak postanowił uchylić decyzje o karze i umorzyć postępowanie wobec spółki.
"Rzeczpospolita" dotarła do uzasadnienia decyzji wicepremiera Pawlaka. Wynika z niej, że prezes ARM popełnił szereg błędów proceduralnych. Głównym powodem uchylenia kary i umorzenia postępowania był fakt wydania decyzji przez prezesa agencji, ale nie w jej imieniu. Według prawników z resortu gospodarki Aleszczyk „naruszył przepisy dotyczące jego właściwości rzeczowej" - czytamy w uzasadnieniu.
Więcej o sprawie na stronach "Rzeczpospolitej"
Jacek - 2008-01-27, 23:16
Znalezione na WP. Chyba wraca stare
Niedziela, 27 stycznia 2008
Brat szefa ABW zamieszany w aferę przemytniczą?
IAR - dodane 1 godzinę i 47 minut temu
Czy prokurator apelacyjny z Białegostoku został zwolniony, bo za bardzo interesował się pewnym śledztwem z połowy lat 90.? - zastanawia się "Rzeczpospolita". I wyjaśnia, że chodzi o gigantyczną aferę przemytniczą, w której postawiono zarzuty Markowi B., bratu obecnego szefa ABW.
Jak pisze "Rzeczpospolita" na swojej stronie internetowej, sprawa do złudzenia przypomina słynną aferę "Żelazo" z czasów PRL. Złoto było przemycane z Belgii na Białoruś i do Obwodu Kaliningradzkiego za pośrednictwem spółki Sandra, której współwłaścicielem był brat obecnego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka.
Zdaniem informatorów "Rzeczpospolitej" operacja taka nie byłaby możliwa bez wsparcia służb specjalnych. W połowie lat 90., gdy szmuglowano złoto, Krzysztof Bondaryk stał na czele białostockiego Urzędu Ochrony Państwa.
Źródła "Rzeczpospolitej" twierdzą, że to właśnie on oraz adwokat jego brata mecenas Władysław H. stoją za niespodziewaną dymisją najlepszego w kraju prokuratora apelacyjnego Sławomira Luksa, który jako szef białostockiej apelacji nadzorował śledztwo w sprawie afery przemytniczej. Władysław H. temu zaprzecza.
"Rzeczpospolita" dowiedziała się, że prokurator krajowy Marek Staszak planował pozostawienie Sławomira Luksa na stanowisku. Wybierał się nawet do niego z wizytacją, kiedy od jednego ze współpracowników dowiedział się, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski podjął decyzję o odwołaniu Luksa.
Prokurator krajowy nie chciał mówić o kulisach tej dymisji. Polityka personalna nie powinna być przedmiotem zainteresowania mediów - powiedział "Rzeczpospolitej". Informacjom dziennika zaprzecza minister sprawiedliwości. Zapewniam, że sprawa odwołania białostockiego prokuratora apelacyjnego była konsultowana z panem prokuratorem Staszakiem - powiedział "Rzeczpospolitej" Zbigniew Ćwiąkalski. Dodał, że w sprawie odwołania Luksa Bondaryk u niego nie interweniował.
Dziennik zauważa, że Luks jest jedynym prokuratorem apelacyjnym, który został powołany na stanowisko za rządów SLD, a nie przez Zbigniewa Ziobrę. W czasie rządów PiS lokalni politycy tej partii próbowali nawet doprowadzić do jego odwołania. Usunięty został jednak dopiero po przejęciu władzy przez Platformę Obywatelską.
Szef ABW Krzysztof Bondaryk na pytania dotyczące brata oraz interwencji w sprawie Luksa przysłał "Rzeczpospolitej" oświadczenie zamieszczone na stronach internetowych premiera. Napisano w nim, że Krzysztof Bondaryk daje pełną rękojmię zachowania tajemnicy państwowej, jak również spełnia kryteria dopuszczenia do tajemnic NATO, oraz że nie ma wobec niego żadnych zastrzeżeń co do jego rzetelności i uczciwości.
Sam Luks nie chciał komentować sprawy. Jego następcą prokuratora Luksa został Andrzej Tańcula, współpracownik Władysława H., adwokata broniącego brata szefa ABW - pisze "Rzeczpospolita". (IAR)
prezes - 2008-02-02, 19:02
Niestety, wyleciał też Kampus Uniwersytetu Śląskiego, który miał powstać w Chorzowie (teren byłej jednostki wojskowej)
i znow Jacku bledna informacja...
---> http://miasta.gazeta.pl/k...19,4892572.html
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego ogłosiło listę inwestycji, które mają szanse dostać unijne dotacje bez konkursu
Zobacz powiekszenie
Fot. Marcin Tomalka / AG
Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego
Rząd PiS-u zostawił po sobie tzw. listę projektów kluczowych, na której było ponad 850 planowanych inwestycji, na które Unia Europejska miała wyłożyć aż 37,5 mld euro z UE. O pieniądze starały się samorządy, uczelnie i firmy.
Elżbieta Bieńkowska, nowa minister rozwoju regionalnego chce, żeby jak najwięcej pieniędzy zostało rozdzielonych w konkursach. Resort proponuje też, żeby na liście znalazły się tylko te wydatki, które są strategiczne dla rozwoju kraju. Bieńkowska przejrzała listę zostawioną przez poprzedniczkę z PiS i w piątek ogłosiła co z niej wypadło.
Wcześniej po pieniądze z UE zgłosiło się 75 inwestycji z województwa śląskiego. Zostało 41. Skreślona została m.in. przebudowa kanalizacji w Katowicach. Wartość projektu wynosiła 305 mln euro. Urzędnicy miejscy liczyli na 154 mln euro dotacji. - Rząd ma prawo podejmować decyzje. Także takie, które nie zawsze są mądre. Nasz projekt jest dobry i liczymy na to, że wygramy w konkursie - komentuje Arkadiusz Godlewski, wiceprezydent Katowic.
Taki sam los spotkał przebudowę kanalizacji w Sosnowcu. Mateusz Rykała, pełnomocnik prezydenta ds. rozwoju nie ukrywa zaskoczenia. - Chcemy dokończyć prace, będziemy więc musieli stanąć do konkursu - zapowiada Rykała.
Decyzją minister Bieńkowskiej w konkursach trzeba będzie teraz zdobywać pieniądze m.in. na rekultywację terenów po dawnych Zakładach Chemicznych Tarnowskie Góry (bez konkursu miało być na to przeznaczone 12,47 mln euro) i inwestycje w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie.
Bez konkursu pieniądze z UE ma dostać za to Politechnika Śląska na Centrum Nowych Technologii i Uniwersytet Śląski na Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych.
Nie zabraknie też pieniędzy na budowę trasy kolejowej z Katowic na lotnisko w Pyrzowicach i na rozwój samego lotniska, w tym m.in. na budowę nowych terminali cargo i pasażerskiego oraz parkingów. Na liście resort zostawił również budowę zbiornika przeciwpowodziowego Racibórz, śląski odcinek autostrady A1 drogę ekspresową Kosztowy - Bielsko-Biała oraz fragment trasy S 69 z Wilkowic do Żywca.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
Jacek - 2008-02-03, 10:50
W mojej informacji nie było żadnego błędu. Z listy 32 projektów kluczowych w dziedzinie nauki wyleciało 30 (zostały tylko Warszawa i Gdańsk). Tak więc w tej 30 były 3 z naszego województwa – Politechnika Śląska, Akademia Ekonomiczna i „nasz” chorzowski projekt Uniwersytetu Śląskiego. Na skutek protestów różnych środowisk, w tym Konferencji Rektorów, polityków, środowisk akademickich, część (nie wiem jak wielka) z tych 30 wykreślonych projektów została przywrócona. Wśród nich na szczęście znalazły się wszystkie 3 z naszego województwa. Co nie zmienia faktu, że najpierw je wycięto i gdyby nie determinacja osób, które o nie walczyły, nie wiadomo jak by się to skończyło. Niemniej zaliczam to jako „cud dodatni”. Mówiłem zresztą o tym wczoraj na urodzinach Forum. A tak przy okazji co masz na myśli pisząc „znów”?
MarcinM - 2008-02-03, 18:28
część (nie wiem jak wielka) z tych 30 wykreślonych projektów została przywrócona. Wśród nich na szczęście znalazły się wszystkie 3 z naszego województwa
Czyli trzeba przenieść posty z tego wątku do tematu spełnione cuda, dotrzymane obietnice
A jeśli chodzi o obietnicę taniego państwa rodem z PIS...
Wprost": Schetyna oddaje kolekcję Dorna
Miłość do sztuki państwowych urzędników może być kosztowna dla podatników. "Wprost" dotarł do wykazu 18 dzieł ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, które Ludwik Dorn jako wicepremier i minister spraw wewnętrznych i administracji wypożyczył do przyozdobienia ministerialnych gabinetów. Za wypożyczenie wartych niemal 1,5 mln zł obrazów (autorstwa polskich malarzy z XX wieku) MSWiA płaciło ponad 1800 zł miesięcznie.
Pod koniec stycznia 2007 r. trzy płótna zawisły w gabinecie ministra, dwa najdroższe w sali narad, a kolejne m.in. w pokoju jadalnym. Wśród obrazów były m.in. "Zachód słońca w Bretanii" Teodora Schwanebacha oraz dwa dzieła Tadeusza Makowskiego - "Czworo dzieci z trąbą" i "Dzieci z turoniem". Jak poinformował "Wprost" Ludwik Dorn, wypożyczenie zbiorów miało służyć promocji nowoczesnego malarstwa polskiego.
Dorn niezbyt długo cieszył oczy dziełami sztuki. Płótna trafiły do resortu pod koniec stycznia, a już 7 lutego 2007 r. minister został zdymisjonowany. Jeszcze miesiąc napawał się jednak widokiem obrazów, ponieważ część z nich trafiła do rezydencji szefa MSWiA, w której Dorn mieszkał - informuje "Wprost". Następca Dorna w MSWiA Janusz Kaczmarek w kwietniu 2007 r. zwrócił Muzeum Narodowemu 12 dzieł sztuki, a ostatnie sześć odesłał już Grzegorz Schetyna, obecny szef resortu. - Premier Schetyna uznał, że to zbędne koszty, a ludzie powinni oglądać obrazy w muzeum - mówi Wioletta Paprocka, rzecznik prasowy wicepremiera.
źródło:www.onet.pl
Jacek - 2008-02-03, 19:21
Czyli trzeba przenieść posty z tego wątku do tematu spełnione cuda, dotrzymane obietnice
Ja sobie nie przypominam, by w czasie kampanii ktoś z PO obiecywał wycinanie projektów a potem ich (częściowe) przywracanie I proszę mi tu nie mieszać wątków, tu dyskutujemy o PO – PiS miał (ma) osobny wątek. A tak, to wygląda Marcinie, że nie masz argumentów i mówisz jak ten komunista, który w czasie dyskusji z Amerykaninem na koniec stwierdził a u was biją murzynów.
Dla zrównoważenie rozrzutności Dorna mam coś o „oszczędnościach” Tuska.
Niedziela, 3 lutego 2008
Premier tworzy departament ds. własnego wizerunku?
Wprost 13:01
Donald Tusk jest niezadowolony ze swojego medialnego wizerunku. By go poprawić, postanowił stworzyć specjalny departament w kancelarii premiera, który będzie odpowiadał za tworzenie medialnej strategii rządu i premiera - dowiedział się "Wprost".
Głównym zadaniem departamentu, który ma nadzorować Igor Stachowicz (jeden ze spin doktorów platformy), będzie tworzenie PR-owskiej oprawy dla działalności rządu, w szczególności premiera. Informatorzy "Wprost" twierdzą, że te zmiany mają związek z niezadowoleniem premiera z dotychczasowej pracy rzeczniczki rządu Agnieszki Liszki i podlegającego jej Centrum Informacyjnego Rządu (CIR).
Gdy ten departament ruszy pełną parą, to CIR i Liszka będą pełnić funkcję czysto techniczną - mówi urzędnik z otoczenia Donalda Tuska.
prezes - 2008-02-04, 20:45
W mojej informacji nie było żadnego błędu. Z listy 32 projektów kluczowych w dziedzinie nauki wyleciało 30 (zostały tylko Warszawa i Gdańsk). Tak więc w tej 30 były 3 z naszego województwa – Politechnika Śląska, Akademia Ekonomiczna i „nasz” chorzowski projekt Uniwersytetu Śląskiego. Na skutek protestów różnych środowisk, w tym Konferencji Rektorów, polityków, środowisk akademickich, część (nie wiem jak wielka) z tych 30 wykreślonych projektów została przywrócona. Wśród nich na szczęście znalazły się wszystkie 3 z naszego województwa. Co nie zmienia faktu, że najpierw je wycięto i gdyby nie determinacja osób, które o nie walczyły, nie wiadomo jak by się to skończyło. Niemniej zaliczam to jako „cud dodatni”. Mówiłem zresztą o tym wczoraj na urodzinach Forum. A tak przy okazji co masz na myśli pisząc „znów”?
'wylecial z listy kampus uniwersytetu slaskiego', ale mimo ze na niej sie znajduje, to 'w mojej informacji nie bylo zadnego bledu'...
w malopolskim z tego co wiem, tez wiekszosc przeszla - m.in. i ta szkola informatyczno-multimedialna z nowego sacza i 5 innych "akademickich" projektow (i agh, uj i ap, i inne parki technologiczne, centra biotechnologii etc.).
ogolnie z 541 projektow, ktore na listach priorytetowych sie znajdowaly, pozostalo 433 - czyli ponad 80%... wiec nastapilo ogromne ciecie... w pien wyrznali wszytkie projekty... a Ty bledu nie popelniles...
fakt - "znow" moze na wyrost w tym watku uzyte, ale z KBN sie pomysliles... po prostu troszke mnie poirytowala hipokryzja w tym watku i dla tego tak mi sie napisalo - moze Jacku dla odswiezenia pamieci spojrzalbys tak na http://www.spieprzajdziadu.com/index.php i ogladnal pierwsze lepsze wpisy z 2006 czy 2007 roku...
Jacek - 2008-02-05, 15:03
Prezes, albo nie rozumiesz, albo nie chcesz zrozumieć. Więc wytłumaczę na przykładzie. Szef informuje o tym, że załoga dostaje premię. Jest lista kto i ile. Po czym przychodzi nowy szef i mówi, że cofa premię, bo mu wolno, podaje to oficjalnie do wiadomości. Ludzie protestują i w efekcie nowy szef ogłasza, że po dogłębnym przeanalizowaniu sprawy doszedł do wniosku, że jednak większości pracowników ta premia się należy. Tylko kilku zostaje bez kasy. Dziwnym zbiegiem okoliczności są to ci, których nowy szef nie lubi, choć może rzeczywiście sobie nie zasłużyli na premię?
Tak więc napiszę jeszcze raz – moja informacja była zgodna z prawdą – chorzowski projekt UŚl. został usunięty z listy tak jak 30 innych (na 32 projekty z zakresu nauki) a potem, w wyniku protestów został na tą listę przywrócony. Natomiast nie zostały przywrócone środki na WPKiW (to oczywiście nie w pozycji nauka tylko, o ile się nie mylę ochrona środowiska) – Park będzie musiał startować w konkursie a jego efekt może być różny. Lepiej by było mieć zapewnione środki, bo wciąż mam wrażenie, że jest grupa osób, która wciąż przy Parku miesza, by nie wyprowadzić go na prostą tylko „splajtować” bo wtedy da się go poparcelować i po kawałku wprowadzić tam działki budowlane.
prezes - 2008-02-05, 19:54
rzeczywiscie ja rozumiem swoje a Ty swoje...
tylko ze z Twojego postu wynika jasno - wycieli i AMEN...
do tego nie poinformowales nas, ze jednak lista ponownie zweryfikowana zostala, bo przeciez wiekszosc owczesnego wywodu by legla w gruzach...
jeszcze co do tych zmian viceministrow, to sie nie przejmuj - m.in. moi wykladowcy tam sie teraz pojawili - gwarantuje ze to kompetentne osoby...
co do parku, to wszycy tego samego chyba chcemy...
Jacek - 2008-02-05, 22:27
Poszukaj pierwszych wypowiedzi pani minister – to ona twierdziła, że projekty wylatują i koniec. Potem dopiero stwierdziła, że trzeba się jeszcze zastanowić i może coś wróci. O tym, że chorzowski projekt wróci dowiedziałem się tuż przed „urodzinami Forum”, więc siłą rzeczy nie bardzo był czas, by coś napisać. Pierwszą osobą, której o tym powiedziałem (na urodzinach), był Marcin. Gdybym chciał coś zataić, to właśnie jemu bym tego nie powiedział. Potem w rozmowach mówiłem o tym jeszcze innym, między innymi Ewie, bo ja naprawdę cieszę się, że rząd z PO przywrócił ten projekt. Choć z punktu widzenia marketingu politycznego powinienem myśleć, że im gorzej tym lepiej (tak, jak to robili niektórzy politycy za poprzedniego rządu).
Co do wiceministrów, nie wiem, gdzie studiujesz i kto jest Twoim wykładowcą. Nie wiem też, czy obecnie wiceministrowie są kompetentni, bardzo kompetentni czy blankcałkiemkompetentni. Wiem, że %PKB przeznaczany na naukę zmalał w porównaniu do zeszłego roku i do planów budżetu autorstwa PiS a to w głównej mierze jest efektem tego, że pani minister i jej zastępcy odpowiedzialni za finanse nie potrafili wywalczyć swego w Ministerstwie Finansów.
Jacek - 2008-02-06, 09:16
A to znalazłem dziś na wp
Totalny szok. Pakiet Kluski lepszy od planu PO
(IAR, pr/06.02.2008)
Totalny szok. Pakiet Kluski lansowany przez byłego premiera z PiS, jest bardziej liberalny niż oferta rządu PO-PSL - komentuje dzisiejszy "Puls Biznesu". Projekt liberalizacji przepisów dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej przedstawiony przez Adama Szejnfelda nie zadowala przedsiębiorców. Według ekspertów z przedwyborczych obietnic PO zostało niewiele.
Eksperci z Lewiatana i Bussines Centre Club podkreślają, że nawet krytykowany przed miesiącami "pakiet Kluski" był odważniejszy w swoich założeniach. Mimo kilku ciekawych rozwiązań, jak możliwość zawieszenia działalności gospodarczej, czy uproszczenia interpretacji decyzji zusowskich. Nie ma natomiast zapowiadanego "jednego okienka", czy ograniczenia liczby kontroli w firmach. Być może dlatego projekt ustawy przygotowany przez PO nazywają "kosmetycznym".
Autor projektu ustawy tłumaczy, że to dopiero początek zmian. Adam Szejfeld zapewnia, że mimo sprzeciwu części polityków i urzędników Ministerstwa Finansów, uda się doprowadzić do liberalizacji przepisów, tak jak zapowiadano przed wyborami.
Jacek - 2008-02-11, 17:42
Znalazłem dziś na WP. Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać
"(...)Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, rozwiązała problem najprościej — metodą knebla, i wydała zakaz komentowania poczynań rządu swoim czołowym ekspertom. Decyzję podjęto tuż po tym, jak jeden z nich na łamach „PB” wyraził rozczarowanie losami projektu ustawy o swobodzie działalności gospodarczej autorstwa PO.
Zakaz krytyki rządu Donalda Tuska obowiązywał też ekspertów Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP).
Mamy polecenie, by nie oceniać prac rządu ani poszczególnych ministrów — mówi jeden z pracowników KPP."
Jak to by się działo za rządów PiS, to by zaraz była afera o ograniczaniu wolności słowa, państwie policyjnym itp.
Kolberger - 2008-02-14, 02:24
Może i dobrze że nasz premier nie pojechał do Davos, być może unikneliśmy wstydu - kto wie co by bylo w mediach w Europie gdyby tam błysnął wiedzą z dziedziny ekonomii czy finansów. Sami specjaliści - wcześniej z PiSu vel Kazimierz Marcinkiewicz prawie wepchnięty tylnym drzwiami fizyk na Prezesa NBP a teraz " super bankier " po historii z PO.
Jacek - 2008-02-15, 12:22
Znalezione na WP
Czwartek, 14 lutego 2008
Senat odwołał posiedzenie z powodu... braku pracy
Prezydium Senatu odwołało najbliższe posiedzenie Senatu. Powód? Senatorowie nie mają ani jednej ustawy, nad którą mogliby pracować.
Według pierwotnego planu pracy, senatorowie mieli się spotkać 21 lutego. Prezydium, na czele którego stoi marszałek Bogdan Borusewicz, zdecydowało się jednak odwołać to posiedzenie.
Sejm w ostatnim czasie przysłał nam tylko jedną ustawę, którą zresztą zajęliśmy się podczas ostatniego posiedzenia. W tej sytuacji nie było sensu zwoływać posiedzenia na 21 lutego - przyznaje w rozmowie z "Wprost" Zdzisław Iwanicki, szef działu prasowego gabinetu Bogdana Borusewicza. W tej sytuacji najbliższe posiedzenie Senatu odbędzie się dopiero za trzy tygodnie: 5 marca.
Michał Krzymowski
A w czasie kampanii mówili, że mają stosy gotowych projektów. Jak na razie uchwalono to, co przygotował poprzedni rząd a teraz czarna rozpacz.
Jacek - 2008-02-19, 23:47
Jakiś czas temu pisałem, że pani minister Kudrycka zreflektowała się i przewróciła na listę indykatywną projekt Uniwersytetu Śląskiego, który ma być realizowany na terenie byłej jednostki wojskowej w Chorzowie. Niestety okazuje się, że rzeczywistość nie jest tak różowa – wprawdzie projekt powrócił, ale obcięto finansowanie o trzydzieści kilka milionów. Jeśli te środki nie znajdą się w innym miejscu (np. w budżecie) to projekt nie zostanie rozpoczęty, bo nie będzie szans na jego zakończenie. W tej sytuacji pieniądze wrócą do pani minister. Coś mi to wygląda na zagranie taktyczne – w mediach ogłoszono, że środki są przywrócone a w rzeczywistości są one nie do ruszenia, czyli zna rok, dwa, gdy nie będzie już szans, by zdążyć z realizacją, pani minister będzie mogła je podzielić po swojemu. Smutne, że nasz chorzowski projekt nadal jest zagrożony.
Kolberger - 2008-02-20, 02:10
Cuda na kiju
egon - 2008-02-23, 14:06
Cuda PO omawia pan Jarosław- wygląda jakby był z Samoobrony ( krawat )
Okazuje się ,że po aż 100 dniach nie ma za wiele efektów,
Na kogo ci wszyscy wyborcy głosowali?
Na koniec zgroza wracamy do 4 RP (oczywiście po zmianie rzadu na PiSowski)
Jacek - 2008-02-27, 14:18
Znalezione na WP.
Cud z braku kalkulatora
08:40 25.02.2008
poniedziałek
Przegląd tygodnia
Proszę o więcej niezależnych i krytycznych sądów - powiedział wczoraj premier Donald Tusk, podsumowując pierwsze sto dni działań swojej ekipy.
Podziękował mediom za różne, nierzadko nieprzychylne opinie na temat działalności swojego rządu. Podtrzymał jednocześnie deklaracje o nadchodzącym cudzie gospodarczym. Z jego wypowiedzi wynika jednak, że jeden cud już się niepostrzeżenie dokonał. I to w ramach natychmiastowych prac nad pozostawionym przez poprzedników projektem budżetu.
Sprawa wygląda następująco: w pierwszym kroku po objęciu władzy wszyscy nowi ministrowie dokonali "brutalnego przeglądu" planowanych przez ich resorty wydatków. Dzięki twardym decyzjom udało się zredukować je o 3,5 miliarda złotych. Z tego - cytując dokładnie pana premiera - 2,5 mld złotych poszło na podwyżki dla nauczycieli, a 1,5 miliarda złotych na obniżenie deficytu budżetowego. Podsumowując: z 3,5 miliarda udało się zrobić cztery. Czy to nie zakrawa na cud?
Przyszłoroczny plan wydatków państwa ma być jeszcze bardziej "okrutny" dla rządowych biurokratów, więc zobaczymy, o ile wtedy spadnie deficyt budżetowy i jak to będzie liczone. Może znowu jakieś cuda?
Cięcie wydatków na administrację państwową bardzo mi się podoba. I rację ma premier mówiąc, że przyzwoita władza, która oszczędza najpierw na sobie, ma prawo powiedzieć domagającym się podwyżek związkowcom "tyle nie damy, bo nas na to nie stać". W porządku. Tylko niech to będzie policzone tak, żeby dwa plus dwa równało się cztery, a nie tylko kształtowało się w tych okolicach.
Justyna Piszczatowska
Tekst z kolumny nr 2 Gazety Giełdy Parkiet
to się zdaje nazywa kreatywna księgowość 120% cukru w cukrze
egon - 2008-02-27, 15:47
No proszę- cuda sie zdarzają.
Jednak z cukru to można upedzić góra98%.
Jacek - 2008-04-25, 08:50
Dawno nic tu nie wklejałem, postaram się poprawić
Zamach na darowizny
(PAP, pr/25.04.2008)
Jeśli mamy zaległości wobec fiskusa, to 1 procent naszego podatku nie trafi do potrzebujących, alarmuje "Rzeczpospolita", nazywając zalecenia resortu finansów w tej sprawie "skandalicznymi".
Fiskus chce, żeby pracownicy skarbówki kontrolowali podatników, którzy zdecydowali się oddać 1 proc. podatku dochodowego na szczytny cel. Jeżeli kontrolowany ma choćby jednodniową zaległość podatkową, urzędnicy mają nie przekazywać pieniędzy na konta fundacji czy stowarzyszeń.
Takie zalecenia Ministerstwo Finansów rozesłało 4 kwietnia do wszystkich izb skarbowych. Jak oblicza resort zaległości wobec urzędów skarbowych ma ok. 6-7 proc. podatników. Ocenia się, że opiewają one na kwotę 3,2 mld zł.
Prawnicy, na których powołuje się "Rzeczpospolita" jednomyślnie mówią, że najnowsze zalecenie Ministerstwa Finansów jest sprzeczne z obowiązującą ustawą o podatku dochodowym, stanowi bowiem niedopuszczalne rozszerzenie obowiązujących przepisów.
Za Onet.pl
Ewa - 2008-04-26, 08:06
Premier Tusk zaapelował do podatników
Urzędy skarbowe będą wpłacać 1 proc. podatku na organizacje pożytku publicznego, niezależnie od tego, czy podatnik wspomagający daną organizację ma zaległości podatkowe - poinformował premier Donald Tusk.
W piątek podczas briefingu w Warszawie premier powiedział, iż wraz z ministrem finansów Jackiem Rostowskim zdecydowali o uchyleniu niedawnego zarządzenia resortu finansów. Nakazywało ono urzędom skarbowym sprawdzić, czy podatnik chcący wspomóc wybraną organizację nie ma zaległości podatkowej.
Zarządzenie MF opisała w piątek "Rzeczpospolita". Wynika z niego, że jeżeli kontrolowany ma choćby jednodniową zaległość podatkową, urzędnicy mają nie przekazywać pieniędzy na konto organizacji pożytku publicznego.
Premier poinformował, że omawiał te kwestie z ministrem finansów. Dodał, iż przepisy ustawy o podatku PIT nie dają podstawy do takich działań.
"Możemy z pełną odpowiedzialnością uchylić zalecenie, które uzależniało przekazanie 1 proc. od sprawdzenia przez urząd skarbowy, czy należności podatkowe zostały w pełni spłacone przez obywatela. Warunek ustawowy jest jeden - do 30 kwietnia musimy zdążyć ze swoim PIT-em i wpisać numer KRS" - powiedział premier.
Jednocześnie premier zaapelował do podatników, by przekazywali 1 proc. swojego podatku na organizacje pożytku publicznego. Podkreślił, że jeśli tysiące osób zdecydują się na taki akt woli, będzie to znacząca pomoc dla najsłabszych.
Przypomniał, że w tym roku wspomaganie organizacji pożytku publicznego jest łatwiejsze. Wystarczy w zeznaniu podatkowym podać kwotę (nie wyższą niż 1 proc. podatku w zaokrągleniu do pełnych dziesiątek groszy w dół) oraz nazwę wybranej organizacji i jej numer wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego.
Urząd ma czas na przekazanie zebranych kwot do końca lipca.
Można wybrać tylko jedną organizację - z zamieszczonych w wykazie Ministra Pracy i Polityki Społecznej w porozumieniu z Ministrem Sprawiedliwości.
Premier podkreślił, że podatnicy mogą wybierać wśród ponad 5 tys. organizacji, realizujących różnorodne cele. Ujawnił, że on wraz z żoną przekazał 1 proc. podatku na hospicjum św. Faustyny w Sopocie, jego córka - na organizację zajmującą się ochroną koni, a syn - na skansen parowozów w Kościerzynie.
Jak poinformowało w piątek ministerstwo finansów na swoich stronach internetowych, wyłącznym warunkiem przekazania przez urzędy skarbowe 1 proc. podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego jest złożenie w ustawowym terminie zeznania podatkowego wraz ze wskazaniem tej organizacji, co ma polegać na podaniu nazwy organizacji oraz numeru wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego.
Przekazania 1 proc. nie można uzależniać od dokonania i terminu wpłaty przez podatnika podatku - napisano w komunikacie.
źródło: onet.pl
Jacek - 2008-04-26, 13:18
Prawdziwy cud – jak tylko media doniosły, że minister szykuje wałek premier zadziałał i znów prawo obowiązuje. To tak jak z tym cudem rabina. Rabin przechodził obok domu, na którym w szabat żydowski robotnik naprawiał dach. Rabin się zgorszył i mówi: Panie Boże ukaż tego grzesznika, niech ten dom się zawali. Słyszeli to przechodnie i mówią Rabbi, tam mieszka poza tym bezbożnikiem wielu pobożnych Żydów. Rabin się zastanowił i mówi: Panie przez wzgląd na tych pobożnych, niech dom się nie zawala. I stał się cud – dom się nie zawalił.
seba-st - 2008-04-27, 09:34
Montowanie instalacji gazowej w samochodzie już wkrótce może stać się nieopłacalne. Ministerstwo Finansów znów zapowiada podwyżki podatku akcyzowego na płynny gaz (LPG). Nowa stawka będzie zapisana w ustawie, która ma zostać złożona w Sejmie jeszcze przed wakacjami.
Jeśli nowa ustawa wejdzie w życie, to akcyza na autogaz wzrośnie z 695 zł do 1,1 tys. zł na 1000 kg. Na litrze LPG, który w tej chwili kosztuje ok. 2,22 zł, stawka akcyzy wzrośnie o 23 gr, a po dodaniu podatku VAT 28 gr. Oznacza to, że litr paliwa może kosztować 2,50 zł.
źródło: WP
I co z Tuska za liberał?
Jacek - 2008-05-15, 08:44
Tanie państwo w/g Tuska (za onet.pl)
Podróż życia" Tuska za 1,5 mln zł
"Dziennik": To podróż życia - powiedział o swej wyprawie do Ameryki Południowej Donald Tusk hiszpańskiej gazecie "El Mundo". I trudno nie wierzyć w to wyznanie.
Premier wraz z żoną wylądował w Peru wczoraj rano według czasu polskiego. W perspektywie ma zaś jeszcze całe sześć dni na ziemi Inków. Z tych sześciu dni jako ściśle roboczy planowany jest tylko jeden. Poza nim w ramach dwóch oficjalnych wizyt w Peru i Chile czekają na premiera same przyjemności - z degustacją win świata w najsłynniejszej winnicy Chile Concha y Toro włącznie.
Podziwianie przez Tuska uroków Ameryki Południowej w ramach obowiązków rządowych może kosztować podatników - jak obliczyła gazeta - nawet 1,6 mln zł. To tylko szacunki, bo kancelaria premiera kosztów na razie oficjalnie nie podaje. - Policzymy je po powrocie premiera - mówi rzeczniczka rządu Agnieszka Liszka. Zastrzega tylko, że jeden z głównych punktów programu - wyprawę do najsłynniejszego miasta Inków, położonego w Andach Machu Picchu - fundują organizatorzy piątkowego V szczytu szefów państw i rządów Unii Europejskiej, Ameryki Łacińskiej i Karaibów.
To właśnie ten szczyt był dla Tuska okazją do zorganizowania większej wyprawy w głąb kultury inkaskiej, którą od dawna zafascynowana jest jego żona. Aby oszacować koszty tej podróży, trzeba wziąć pod uwagę to, że premier leci nie tylko z małżonką. Towarzyszy im pięć osób w składzie oficjalnej delegacji i 10 osób obsługi - przedstawiciele protokołu dyplomatycznego i tłumacze.
Razem z dziennikarzami korzystają z rządowego Tu-154M. Godzina lotu maszyny kosztuje 36 tys. zł, a podróż do Peru zajmuje 21 godzin w jedną stronę. Czyli sam koszt podróży w obie strony to ponad 1,5 mln zł. Wszyscy muszą także gdzieś nocować. Doba w najdroższym hotelu w Limie, który wybrała nasza delegacja, kosztuje 1035 zł od osoby. Tańszy (315 zł) jest hotel Grand Hyatt Santiago, gdzie premier ze świtą będą mieli dwa ostatnie noclegi. W sumie sześć noclegów dla 17 osób kosztować będzie około 100 tys. zł.
- Ja się nie dziwię, bo każdy w Polsce chciałby niezależnie od tego, czy w roli premiera, czy dziennikarza zobaczyć i Brazylię, i Peru, i Chile - odpowiadał sam Tusk na uwagi, że ta wyprawa to raczej turystyczna wycieczka niż oficjalna wizyta. Mówił tak w czasie międzylądowania w stolicy Brazylii, którą przy okazji też udało mu się zwiedzić - opisuje "Dziennik".
Grzegorz Krzak - 2008-05-15, 15:45
Donald Tusk WRESZCIE został prezydentem :]
Już wiadomo, dlaczego Donald Tusk poleciał do Peru i Chile. Mógł tam spełnić największe marzenie. Mianowano go prezydentem Polski. Po Peru podróżuje bowiem oficjalną limuzyną z naklejką “Presidente Polonia”.
Jak to możliwe? Nie, to żaden poważny błąd peruwiańskiej strony ani gafa urzędników. Przynajmniej tak odbierane jest to w Peru. Otóż w Hiszpanii i w krajach latynoamerykańskich panuje zwyczaj nazywania premierów prezydentami rządów. I dlatego polski premier jeździ po Peru samochodem z naklejką “Presidente Polonia PNP”. PNP to prawdopodobnie skrót od Policía Nacional del Perú, czyli oznaczanie chronionego przez policję wozu z oficjalnej kolumny rządowej delegacji. “Presidente Polonia” oznacza w tym wypadku tyle co “presidente del gobierno”, czyli szefa polskiego rządu.
Zamieszaniu winni są Hiszpanie. Tam nikt się nie gniewa, gdy na premiera José Luis Rodríguez Zapatero ktoś powie “presidente del gobierno”. W Hiszpanii w ogóle nie ma prezydenta, bo to monarchia parlamentarna. Głową państwa jest tam król, a on nie ma pretensji do słowa prezydent.
W Polsce jest jednak zupełnie inaczej. Pomylenie prezydenta z premierem to jednak afera. (dziennik.pl)
źródło http://www.tuskwatch.pl/
Grzegorz Krzak - 2008-05-16, 13:49
http://wiadomosci.wp.pl/w...996&wid=9962270
Internauci o podróży Tuska: za naszą krwawicę!
Kto za to płaci? To darmowa wycieczka na koszt podatnika! - oburzają się Internauci Wirtualnej Polski, komentując zdjęcia z "podróży życia" premiera Donalda Tuska do Peru. Tusk z żoną Małgorzatą zwiedził m.in. najlepiej zachowane miasto Inków - Machu Picchu. Znaleźli się także obrońcy premiera. "Nie bądźmy zawistni. Premier naszego rządu ma prawo przy okazji oficjalnej wizyty poznać kraj, w którym przebywa" - pisze Alicja.
Donald Tusk poleciał do Ameryki Południowej na V szczyt szefów państw i rządów Unii Europejskiej, Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Jak obliczył "Dziennik", podziwianie przez Tuska uroków Ameryki Południowej w ramach obowiązków rządowych może kosztować podatników nawet 1,6 mln zł.
"Kochane Pieniążki przyślij Narodzie!"
Większość Internautów nie zostawia na premierze suchej nitki. „Jest to rzecz przerażająca. Za nasze pieniądze takie wojaże. A emeryci grzebią w śmietnikach - jak to się wszystko kupy nie trzyma! Rząd okropny” – pisze Anonim. „No i wyszło szydło z worka. Jeden dzień pracy, a reszta laba. Niech zwiedza i odpoczywa, tylko dlaczego za nasze pieniądze?” – pyta Wieśniara. „Spełnił marzenie Małgosi za nasze pieniądze – fajnie” – ironizuje Zofia. „To pewnie nie koniec: rządzenie bardzo słabe, ale wycieczki udane i o to właśnie Platformie chodziło. Wykołować naród kłamstwami i zadbać o swoje. Wstydu nie mają!” – uważa z kolei Anonim.
Oglądając zdjęcie premiera z peruwiańskimi dziećmi Rejestrator pisze: „A może Panie Tusk, poprzytula Pan polskie biedne dzieci i spełni marzenie o wyjeździe na wakacje?”. Basia zauważa: „A media mówiły, że to Lepper jest populistą, a nikt tak pięknie nie obiecywał jak Donald”.
„Kto za to płaci! Nie sadzę, by za przejazd luksusowym pociągiem do Matchu Picchu zapłacił z własnej kieszeni!- pyta anonimowy Internauta. „Takie oszczędności Tuska: latał samolotem rejsowym teraz sobie odbił z nawiązką” – pisze Internauta używający nicka Ja.
„Zabrać emerytom więcej, niech sobie zwiedzi Indie!” – ironizuje Maciek z USA. "Podróż życia.. jego do Peru a Polaków 2 metry pod ziemię, po likwidacji szpitali dla biednych" – pisze Wapniarski Ryszard.
„Po to go wybraliśmy, by się dobrze bawił” – prowokuje z kolei Po-papraniec.
"To super premier. Należy mu się to!"
Cześć Internautów wystąpiła w obronie premiera. „O co wam chodzi? Zgoda Premier pojechał do Ameryki Pd. za pieniądze podatników. No i co z tego? Jest to przywilej władzy. Jak wy byście rządzili to nie podróżowalibyście? Tym bardziej, że jak podkreślają ekonomiści, w tamtym kawałku świata Polska może odnosić realne korzyści gospodarcze” – pisze Mmx.
Z Mmx nie zgadza się Piotr: „A kto według Ciebie miałby nawiązać nowe kontakty gospodarcze? Czy może tych piętnastu dziennikarzy, którzy polecieli tam za państwowe pieniądze? Gdyby zamiast reporterów i dziennikarzy poleciało tam 15 polskich przedsiębiorców, można by mówić o promocji Polski, w tym wypadku możemy mówić o promocji Tuska!”.
„Jest super Premierem i mu się należy taka przyjemność i dobrze sobie odpocząć, aby nabrać sił do dalszej pracy" – uważa Tadeusz242.
Zdaniem Qbusa krytyka premiera za podróże, to typowo polskie zachowanie. „Za czyje pieniądze cala społeczność polityków żyje na całym świecie? Tak to jest wszystko zrobione. Lepiej, że Pan Tusk jest naszym ambasadorem w świecie, przynajmniej jakoś normalnie wyglądamy, a nie, że mamy samych małych Chińczyków w słowiańskim narodzie" - uważa Internauta.
A anonimowy Internauta zauważa, że kiedy premierem był Jarosław Kaczyński, nikt nie wyliczał kosztów przelotów. „Jak poprzedni premier kartofelek latał sobie samolotami, to mu nikt nie wyliczał kosztów przelotu samolotem rządowym, a latał nim nie raz" - pisze.
Joanna Stanisławska, Wirtualna Polska
Grzegorz Krzak - 2008-05-17, 10:21
http://wiadomosci.wp.pl/w...78&ticaid=15e72
Z 2 tys. boisk obiecanych przez Tuska wybudowano jedno
W ramach programu rządu "Boisko w każdej gminie" powstał dopiero jeden obiekt z sześciuset planowanych na ten rok - informuje dziennik "Polska". Do 2012 roku premier Donald Tusk deklarował w expose wybudowanie 2 tysięcy boisk.
"Polska" podkreśla, że większość gmin, które zgłosiły udział w programie, nie ma szans na wykorzystanie do końca roku obiecanych przez rząd dotacji na budowę. A to oznacza jej utratę.
Zdaniem samorządowców, z którymi rozmawiała gazeta, opóźnienia w realizacji projektu Tuska to wina rządu. Według nich, Ministerstwo Sportu i Turystyki o dwa miesiące spóźniło się z przesłaniem projektu wzorcowego obiektu, który każda gmina miała adaptować na własne potrzeby.
Z wyliczeń gazety wynika, że budowa boiska trwa średnio 90 dni a przetarg na jego wykonanie 50 dni. A do końca roku zostało 169 dni. (IAR)
Kolberger - 2008-05-24, 00:16
Tusk: "W tym i przyszłym roku nie będziemy mogli obniżyć podatków"
Niepowodzeniem rządu jest to, że w tym i przyszłym roku nie będziemy mogli obniżyć podatków. Będziemy jednak obniżać deficyt budżetowy, chcemy dbać, bez populistycznej przesady, o wzrost płac - powiedział premier Donald Tusk na konferencji.
Nie będzie głębszych obniżek PIT w 2009 roku niż do 32 i 18 proc., bo celem jest obniżenie deficytu budżetowego i zapewnienie podwyżek płac. Podatek liniowy możliwy jest w 2010 roku - zapowiedział na konferencji prasowej podsumowującej pół roku prac rządu premier Donald Tusk.
"W 2009 roku wchodzi (stawka podatku PIT) 32 i 18 proc. i nie będzie innych obniżek podatków, jeśli mamy być ludźmi odpowiedzialnymi. Ale w ramach tej odpowiedzialności chcemy dalej obniżać deficyt budżetowy i nadal dbać o wzrost zarobków Polaków" - powiedział premier.
"Wchodzimy w czas, w którym będzie obowiązywała stawka podatku 32 i 18 proc.(...) wprowadziliśmy podwyżki płac, o wiele za małe, by ludzie się cieszyli, o wiele za duże, by odpowiedzialnie powiedzieć - możemy obniżyć podatki, czy znieść kolejne podatki" - podkreślił.
Minister finansów Jacek Rostowski poinformował w czasie konferencji prasowej, że wprowadzenie stawek PIT w wysokości 18 i 32 proc. będzie kosztowało budżet w przyszłym roku 7,5 mld zł, zaś tegoroczne dochody budżetowe, o 19 mld zł, uszczupli ulga prorodzinna i obniżka składki rentowej.
"Konieczne są oszczędności, by wygospodarować środki na olbrzymie obniżki podatków, które już zostały zaprogramowane na najbliższe lata. Wprowadzenie podwójnej ulgi prorodzinnej w tym roku i obniżenie składki rentowej, przy której pozostaliśmy oznaczają obniżenie przychodów w tym roku o 19 mld zł. Przejście na dwie stawki PIT 32 i 18 proc. w 2009 roku to dalsze 7,5 mld zł ubytku dochodów" - powiedział Rostowski.
"Te obniżki podatków wymagają daleko idących oszczędności, a ponadto musimy ograniczyć deficyt finansów publicznych o 0,5 pkt proc. rocznie przez następne 3 lata, czyli o jakieś 7 mld zł rocznie. I to jest prawdziwa reforma finansów (...)" - dodał minister finansów.
Premier zapowiedział, że wprowadzenie podatku liniowego byłoby możliwe w 2010 roku.
"Realizm każe nam powiedzieć, że wprowadzenie podatku liniowego możliwe jest pod koniec kadencji. Nie w 2009 roku, ale chyba w 2010 roku bylibyśmy w stanie taką reformę przeprowadzić. Nie robię z tego palącego problemu, bo wprowadzenie dwóch stawek: 32 i 18 proc. oznacza, że ponad 95 proc. podatników będzie w stawce 28 proc." - powiedział Tusk.
Dodał, że ma zgodę PSL na wprowadzenie prorodzinnego podatku liniowego, w którym zachowuje się kwotę wolną i ulgi prorodzinne.
"Będziemy szukali także, rozmawiałem o tym z prezydentem Kaczyńskim, szerszej akceptacji" - powiedział Tusk.
Premier powiedział, że brak możliwości w 2009 roku głębszej obniżki stawki PIT niż do 32 i 18 proc. można traktować jako niepowodzenie rządu.
"Możecie to potraktować jako niepowodzenie mojej ekipy, że w tym roku i w 2009 roku kolejne obniżenie podatku przy takich oczekiwaniach płacowych, przy kosztach związanych z reformą ochrony zdrowia, mówię o kosztach, czyli m.in. o konieczności, po wielotygodniowych konsultacjach tak uznaliśmy, podniesienia składki o 1 proc. w przyszłym roku. Nie będziemy udawać przed obywatelami, że tu bierzemy więcej, to obniżmy trochę stawkę podatkową" - powiedział premier.
Ponadto powiedział, że chce by w ciągu całej kadencji rządu pensje np. nauczycieli realnie wzrosły o 50 proc.
Żródło: onet.pl
Jacek - 2008-07-23, 09:14
Znalezione na WP
Wypłaty emerytur z OFE
Totalna krytyka emerytalnych planów PO
Nie dość, że PO i PSL oszukały wyborców, to przesłany do Sejmu przez Agnieszkę Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy, projekt ustawy o emeryturach z OFE jest bublem - czytamy w "Pulsie Biznesu".
Sejm zajmie się emeryturami dopiero po wakacjach, ale i tak będzie gorąco bo opozycja nie zostawia na projekcie suchej nitki. W styczniu na emeryturę z OFE przejdą pierwsze osoby, tymczasem wciąż nie wiadomo, kto, co i jak będzie wypłacał. Pierwsze czytanie rządowego projektu miało się odbyć dziś. Punkt wypadł z porządku obrad.
W projekcie ustawy były m.in. odwołania do funduszy dożywotnich, emerytur kapitałowych, tymczasem projektu ustawy wprowadzającej ten fundusz jeszcze rząd nie przyjął. Dlatego prezydium Sejmu łatwo zgodziło się na wykreślenie punktu. "Dziwne, że nikt po stronie rządowej nie wychwycił tych nieścisłości" - przyznaje "PB" poseł Mieczysław Kasprzak z PSL.
Opozycja walczyć będzie zwłaszcza o emeryturę małżeńską - akcentuje gazeta. Wiceminister pracy deklaruje, że chętnie wysłucha uwag ze strony posłów PiS i Lewicy, ale nie ma mowy o radykalnych zmianach projektu - relacjonuje środowy "Puls Biznesu".
Grzegorz Krzak - 2008-08-01, 11:32
z portalu WP
http://wiadomosci.wp.pl/k...mosc_prasa.html
Tusk lata - my stoimy!
130 kilometrów z Warszawy do Łodzi samochód Donalda Tuska pokonałby w dwie godziny. Eskortowana przez kilka samochodów policji i BOR-u limuzyna nie stałaby w korkach ani na światłach. Ale premier wybrał sobie jeszcze szybszy środek lokomocji. Z uroczystości otwarcia szkolnego boiska wrócił do stolicy helikopterem - czytamy w "Fakcie".
Najwidoczniej szef rządu nie jest zadowolony z osiągnięć swojego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka, odpowiedzialnego za budowę dróg w Polsce. Trasa Warszawa–Łódź to już od wielu lat poligon budowlanych eksperymentów. Królikami doświadczalnymi są niestety w nich wszyscy ci, którzy tkwią w niekończących się korkach i niszczą podwozia na wybojach. Te korki i problemy premier postanowił ominąć jednak szerokim powietrznym łukiem.
W ten oto sposób premier dał jasny sygnał Polakom. Jego zapowiedzi, że władza przestanie szastać publicznymi pieniędzmi, należy włożyć między bajki. Chyba że udowodni, że lot helikopterem jest tańszy niż podróż samochodem.
(kab)
egon - 2008-08-01, 15:10
Abstrahując od kosztów wolę jak rzadowe i prezydencjkie kolumny nie kręcą się po drogach . Stwarzają tylko tym dodatkowe utrudnienia.
Poza tym BOR ma bardzo kiepskich kierowców ( powodują dużo sytuacji kolizyjmych).
Piotr - 2008-08-02, 10:47
Eskortowana przez kilka samochodów policji i BOR-u limuzyna... (...) Chyba że udowodni, że lot helikopterem jest tańszy niż podróż samochodem.
Lot helikopterem jest chyba jednak tańszy niż podróż KILKU samochodów, wynagrodzenie KILKU kierowców, asysta większej ilości BORowców niż potrzeba w helikopterze, nie mówiąc już o tym, że przez czas podróży (teoretycznie dwie godziny, praktycznie pewnie więcej i drugie tyle - a nawet więcej bo nie na sygnale - na powrót, czyli pół dnia) policja może byc o wiele bardziej potrzebna gdzie indziej.
Jacek - 2008-08-05, 13:01
Co do latania helikopterem, to uważam, że 40 milionowy naród stać na to, by jego premier poruszał się szybko i sprawnie i swój cenny czas poświęcał na kierowanie rządem. Problem w tym, że w czasie kampanii zbyt wiele mówił o tanim państwie i oszczędnościach, potem w blasku fleszy latał samolotami rejsowymi, więc ludzie się dziwią, dlaczego nie jeździ pociągiem? Ja jednak wolałbym by zajmował się czymś poważnym, a że tak nie jest, potwierdzenie znalazłem dziś na WP. I nie chodzi o to, co zrobił, tylko, że robi się z tego szopkę – widocznie nie ma większych cudów, więc taki „ersatz”
Znalezione na Wp
Premier Tusk uratował chorego kota
Jak ustalił serwis internetowy tvp.info, znany dotąd z zamiłowania do psów Donald Tusk kazał odłowić i wyleczyć wałęsającego się po Kancelarii Prezesa Rady Ministrów kota, a organizacji, która mu w tym pomogła, przyznał w nagrodę dotację.
Dzikiego i wyraźnie chorego kota w Kancelarii Premiera znaleźli współpracownicy Donalda Tuska. Kot został odwieziony do siedziby Straży dla Zwierząt, gdzie przez dwa tygodnie poddawano zwierzaka leczeniu - informuje serwis tvp.info.
Przy okazji pobytu na terenie KPRM funkcjonariusze Straży dla Zwierząt poprosili Kancelarię Premiera o wsparcie finansowe ich organizacji. – Na początku czerwca otrzymaliśmy pismo, w którym poinformowano nas, że premier Tusk zdecydował się wesprzeć naszą działalność – mówi Zbigniew Gruda, rzecznik Straży Dla Zwierząt. I zapewnia, że dzięki pieniądzom udało się już kupić nowe kontenery do przewozu zwierząt.
Z braku lepszych cudów dobry i taki, choć wolałbym, by premier zajmował się rządzeniem krajem a nie odławianiem chorych kotków/piesków itp. Od ratowania kotków (tak jak i od cieknących kranów, wybitej szyby itp.) powinien być pracownik administracji – chyba taki w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jest? A może jego stanowisko zajął już specjalista od PR? Jeśli tak, to można założyć, że jest to walka o elektorat miłośników kotów jak do tej pory zagospodarowany przez partię opozycyjną ;-)
seba-st - 2008-08-06, 10:46
Sezon ogórkowy po prostu
Jacek - 2008-08-11, 08:02
Znalezione na Onecie
Kontrowersyjny powrót do KRUS
"Dziennik": Do Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS) po cichu wraca jej były prezes, Jan Kopczyk, odpowiedzialny za wyprowadzenie 30 mln zł. Wygrał konkurs na naczelnego lekarza KRUS; był jedynym kandydatem.
Kopczyk w latach 2002 - 2006 był prezesem Kasy, mianował go premier Leszek Miller.
Gazeta przypomina, że nazwisko Kopczyka łączy się z głośną aferą, do jakiej doszło w 2005 r. Wtedy to Fundusz Składkowy KRUS kupił za prawie 30 mln zł weksle wyemitowane przez spółkę EuroCity (jej prezesem był związany z ludowcami biznesmen Andrzej Kasprowiak, szefem rad nadzorczych jego spółek był senator PSL Lesław Podkański). Weksle nie zostały niczym zabezpieczone, co wykrył generalny inspektor informacji finansowej Kasprowiak nie oddał pieniędzy, rozprowadził je po swoich spółkach. Fundusz zajął więc hipotekę działki EuroCity na warszawskim Powiślu, a sprawa trafiła do komornika. Fundusz odzyskał pieniądze dopiero w czerwcu tego roku. Według "Dziennika", w tej sprawie warszawska prokuratura od lutego ubiegłego roku prowadzi śledztwo.
Więcej o KRUS w "Dzienniku".
Nie ma to jak stawiać na starych, dobrych, sprawdzonych fachowców.
Kolberger - 2008-08-12, 14:00
Znalezione na Wp
Premier Tusk uratował chorego kota
Jak ustalił serwis internetowy tvp.info, znany dotąd z zamiłowania do psów Donald Tusk kazał odłowić i wyleczyć wałęsającego się po Kancelarii Prezesa Rady Ministrów kota, a organizacji, która mu w tym pomogła, przyznał w nagrodę dotację.
Dzikiego i wyraźnie chorego kota w Kancelarii Premiera znaleźli współpracownicy Donalda Tuska. Kot został odwieziony do siedziby Straży dla Zwierząt, gdzie przez dwa tygodnie poddawano zwierzaka leczeniu - informuje serwis tvp.info.
Wzruszajace fakt kotek powinien otrzymac pomoc
Jacek - 2008-08-12, 19:04
Znalezione na WP
Wydatki władzy
"Rzeczpospolita" pisze, że Donald Tusk z funduszu dyspozycyjnego premiera wydał cztery razy więcej niż jego poprzednik na tym stanowisku Jarosław Kaczyński. Za to ten rząd ma połowę mniej służbowych kart kredytowych.
Dziennik wyjaśnia, że pieniądze z funduszu dyspozycyjnego wydawane są głównie na organizację posiedzeń Rady Ministrów, spotkań i konferencji. Z funduszu kupowane są też upominki wręczane przez premiera i wicepremiera podczas oficjalnych wizyt.
"Rzeczpospolita" pisze, że wydatki Kancelarii Premiera rosły dynamicznie w czasie, gdy - jak deklaruje Centrum Informacyjne Rządu - ministrowie zmniejszyli średnio o niemal jedną czwartą swoje wydatki ze służbowych kart. Dziennik dodaje, że obecnie z kart nie korzysta się w pięciu resortach. Nie mają ich między innymi ministrowie skarbu i rolnictwa.
Więcej na ten temat - w "Rzeczpospolitej".
Jacek - 2008-09-21, 22:16
Znalezione na WP
Rządząca partia wchodzi w buty poprzednich ekip i wykorzystuje luki w prawie, by upychać swoich ludzi na stanowiskach zarezerwowanych dla apolitycznych urzędników. A że najciemniej pod latarnią, praktyka ta nie omija Kancelarii Premiera - czytamy w "Newsweeku".
Chociaż nie zdawali obowiązkowych egzaminów i nie są wpisani do Państwowego Zasobu Kadrowego, to mogą być szefami departamentów w Kancelarii Premiera. Kancelaria nagina prawo. Czterech na 20 szefów departamentów w urzędzie stanowiącym bezpośrednie zaplecze Donalda Tuska to "kierujący", a nie dyrektorzy. To wbrew obowiązującej od 2006 r. ustawie o Państwowym Zasobie Kadrowym (PZK). Zakłada ona, że wyższe funkcje w administracji państwowej można powierzać jedynie osobom zarejestrowanym w PZK.
"Kierującymi" są Barbara Szymborska, Tomasz Bolek, Mateusz Matejewski i stojący na czele Centrum Informacyjnego Rządu Jacek Filipowicz. Filipowicza, byłego dziennikarza, ściągnęła do Kancelarii Agnieszka Liszka, do niedawna rzecznik gabinetu Tuska. Matejewski to działacz PO z Małopolski, który uchodzi za człowieka Adama Leszkiewicza, zastępcy szefa Kancelarii.
Kancelaria zatrudnia jak może - mówi dyplomatycznie wiceszef PO Waldy Dzikowski, członek sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych.
Powiązane tematy
O Wesołym Miasteczku...
Pakiet klimatyczny - kto na nim skorzysta?
Homofobia i inne fobie
Błędy w artykułach
Nowości Google
Hokej
[1/8 finał]Schalke 04 Gelsenkirchen - FC Porto
Śmieci
Fallout 3
Historie firm samochodowych.
Star Wars
Parkingi w mieście
Pierwszy mod/adaptacja - co by kompa zwodować i umilic prace
Trochę nowości :)
NONI
Zestaw wypowiedzi z grup dyskusyjnych || Indeks
Linki,